źródło:www.accrareport.comNowe władze Burkina Faso wydały list gończy za dawnym prezydentem tego kraju – Blaise Compaoré.

Informacja w żaden sposób nie dziwi, ani nie zaskakuje. Od dawna wiadomo było, że postawienie zarzutów byłemu dyktatorowi to tylko kwestia czasu. Dogłębne śledztwo w sprawie śmierci Sankary prowadzone było tak naprawdę od chwili zmiany władzy w końcu października roku 2014, a nieprzemyślany zamach stanu z września ubiegłego roku tylko przyspieszył bieg wydarzeń. Roch Kaboré, który 29 grudnia został oficjalnie prezydentem dawnej Górnej Wolty, nie może przegapić takiej okazji. Już na samym początku swojej kadencji może zjednać sobie Burkińczyków poprzez wymierzenie sprawiedliwości mordercom bohatera narodowego, ikony panafrykanizmu - Thomasa Sankary. Zresztą przecież większość osób zamieszanych w zamach stanu z 1987 roku siedzi już w więzieniu i oczekuje wyroku (wspomnieć warto o gen. Diendéré – głowie RSP i „przywódcy” ostatniego zamachu stanu). No właśnie! - większość, ale nie najważniejsza osoba - Blaise Compaoré.

 

Aby zrozumieć determinację z jaką Burkińczycy dążą do postawienia byłego prezydenta przed sądem należy nieco przyjrzeć się postaci Sankary. W 1982 roku gdy po kolejnym zamachu stanu został obalony Saye Zerbo, władzę w Górnej Wolcie przejął Jean-Baptiste Ouédraogo. Nowy prezydent powierzył urząd premiera młodemu, wówczas jeszcze mało znanemu wojskowemu – Thomasowi Sankarze. Polityk ten już za czasów Lamizany służył w armii woltańskiej w randze kapitana, biorąc udział m.in. w wojnie granicznej  z Mali (napięta sytuacja na linii Górna Wolta-Mali utrzymywała się jeszcze przez wiele lat, również za czasów rządów Sankary doprowadzając do tzw. „wojny bożonarodzeniowej”). Dopiero jednak objęcie tak ważnego stanowiska, dało mu możliwość dotarcia ze swoimi ideałami do szerszego grona odbiorców. Poglądy Sankary całkowicie przeciwstawiające się neokolonialnemu wykorzystywaniu Afryki przez kraje Europy Zachodniej nie podobały się Francji. To właśnie m.in. w celu zapobiegnięcia pogorszenia stosunków z dawnym okupantem Ouédraogo postanowił zdymisjonować  i aresztować Sankarę, a także grupę wiernych mu wojskowych. Jednym z sojuszników Sankary był właśnie Blaise Compaoré. To między innymi z jego pomocą (i Henriego Zongo) polityk został uwolniony, a po obaleniu Jean-Baptiste Ouédraogo stanął na czele Narodowej Rady Rewolucyjnej. Tak Sankara został ogłoszony piątym prezydentem Górnej Wolty.

 

Mimo iż wiadome jest, że za czasów afrykańskiego Che Guevary (bo tak nazywano Sankarę) opozycja nie miała łatwego życia, a prześladowania przeciwników politycznych były na porządku dziennym, nie można nie zauważyć roli jaką dyktator ten odegrał w postkolonialnej historii afrykańskiej. Trwający niespełna 4 lata okres rządów Sankary był czasem niezliczonych, przełomowych reform. Polityk do tego stopnia wyrył się w pamięci Afrykańczyków, że stawiany jest w pierwszym szeregu liderów panafrykanizmu, obok  takich ikon jak: Jomo Kenyatta, Kwame Nkrumah, Julius Nyerere czy Patrice Lumumba.

 

Jak już wspomniano antyzachodnia polityka Sankary wzbudzała spory niepokój w krajach tzw. Starego Świata, a w szczególności we Francji, która rzecz jasna miała wtedy największe wpływy i interesy w Burkina Faso (Sankara zmienił nazwę Górnej Wolty na Burkina Faso w 1984 roku). Sytuację zaogniały coraz bliższe relacje prezydenta z Libią, z którą Francja pozostawała wówczas w napiętych stosunkach. Wskazuje się także na inne państwa, które mogły mieć potencjalne interesy w obaleniu afrykańskiego Che Guevary. Przykładowo: niektórzy podają, jakoby w zamachu przeciwko Sankarze miały być zaangażowane władze Wybrzeża Kości Słoniowej i Liberii. W każdym razie, jedną z osób które w sposób bezpośredni odpowiadają za śmierć marksistowskiego przywódcy jest Blaise Compaoré. Wieloletni przyjaciel Sankary, po jego śmierci przejął władze nad państwem zmieniając diametralnie  kierunek polityki tak wewnętrznej jak i zagranicznej Burkina Faso.

 

Compaoré, ogłosił afrykańskiego Che Guevarę „zdrajcą rewolucji” i zapowiedział kontynuowanie jej założeń w pierwotnej formie. W rzeczywistości rządy nowego prezydenta oznaczały odstępstwo od socjalistycznych reform poprzednika i powrót na drogę pełnej współpracy z Francją.

Blaise Compaoré dokonał przewrotu wespół z dawnymi sojusznikami Sankary: Henrim Zongo i Jean-Baptiste Boukary Lengani (zamieszanymi zresztą w obalenie tego ostatniego). Po pewnym czasie prezydent postanowił jednak przejąć pełnię władzy. Zongo i Lengani zostali aresztowani, a następnie skazani na śmierć. Zarzucono im zorganizowanie zamachu stanu przeciwko Compaoré.

 

Okres rządów Compaoré to niewątpliwie czas stabilizacji kraju i powolnego lecz systematycznego wzrostu gospodarczego. Rzeczywiście przez ostatnie ćwierć wieku Burkina Faso pozostawała jednym z najstabilniejszych obszarów na terenie Afryki Zachodniej, a sam Compaoré uczestniczył w roli mediatora w rozwiązywaniu prawie wszystkich lokalnych konfliktów (warto wspomnieć wojny domowe w Togo, Wybrzeżu Kości Słoniowej czy w Mali). Burkina Faso, co dla wielu osób może być zaskoczeniem, od kilku lat stanowi dla niektórych krajów Europy Zachodnie (głównie Francji) i USA jeden z bardziej strategicznych obszarów w tym regionie Afryki. Częste niepokoje, wojny domowe, zamachy stanu targające tą częścią kontynentu, a także znacznie przybierające na sile w ostatnim czasie zagrożenie związane z narastaniem radykalizmu religijnego (w sposób szczególnych na Północy Mali) nie są na rękę władzom imperiów zachodnich. Nic więc dziwnego że zechciały mieć one „swojego człowieka” na tak ważnym stanowisku – od dawna bowiem podejrzewa się, że plan zabicia Sankary zrealizowany przez Compaoré i jego współpracowników pochodził właśnie z któregoś z wcześniej wspomnianych krajów.

 

Blaise Compaoré tak jak wielu afrykańskich przywódców (łagodnie mówiąc) zapragnął sprawować władzę dłużej niż przewiduje to Konstytucja Burkina Faso. Po 27 latach urzędowania postanowił zmienić (po raz kolejny) prawo ograniczające limit kadencji prezydenckich. Mimo narastającego napięcia i coraz głośniejszych protestów w kraju, a także ostrzeżeń ze strony zagranicznych przywódców (m.in. Baracka Obamy)  Compaoré zdecydował się na zmianę ustawy zasadniczej. W dniu, w którym zatwierdzone miał być poprawki dotyczące art. 37 burkińskiej Konstytucji -  tj. 30 października 2014 r., tłumy protestujących obywateli wtargnęły do siedziby parlamentu i przerwały obrady. Część demonstrantów wkroczyła też do siedziby państwowej telewizji. Początkową reakcją Prezydenta było rozwiązanie parlamentu i wprowadzenie stanu wyjątkowego na terenie całej Burkina Faso, który miał potrwać do kolejnych wyborów, czyli prawie rok. Jedyną możliwością utrzymania „porządku” w kraju była współpraca z armią, która jednak w dużej mierze wypowiedziała posłuszeństwo Compaoré. Zdając sobie sprawę z panującej sytuacji i wiedząc, że nie może liczyć na wsparcie wojskowych, dyktator w specjalnym oświadczeniu zrzekł się stanowiska i natychmiast razem z rodziną opuścił kraj.

 

Kolejnych poczynań Compaoré nie znamy tak szczegółowo – wiadomo że po opuszczeniu ojczyzny udał się on do Jamusukro , stolicy Wybrzeża Kości Słoniowej. Przez pewien czas dawna głowa państwa przebywała w Maroku (najpierw w charakterze gościa; potem po urazie kręgosłupa Compaoré leczył się w tutejszej klinice). Kilka tygodni po obaleniu, Compaoré udzielił też wywiadu Jeune Afrique, w którym oskarżył m.in. obecnego prezydenta Rocha Kaboré, Salifa Diallo i kilku wojskowych o planowanie zamachu stanu.

Compaoré wraz z żoną trafił pod opiekę swojego wieloletniego przyjaciela i sojusznika Alassane Ouattary. To w dużej mierze z jego pomocą udało się rozwiązać bardzo skomplikowaną sytuację mającą miejsce w ostatnich latach w Wybrzeżu Kości Słoniowej, na korzyść wcześniej wspomnianego polityka. Compaoré był głównym sojusznikiem obecnego prezydenta w konflikcie z byłą głową tego państwa - Laurentem Gbagbo. Nic więc dziwnego, że teraz w tych trudnych czasach dla Compaoré,  Ouattara postanowił mu się odwdzięczyć.

 

Wiele wskazuje jednak na to, że Compaoré nie zrezygnował z marzeń powrotu do władzy w Burkina Faso. 17 września 2015 r. członkowie RSP czyli specjalnej gwardii prezydenckiej (Regimentu Ochrony Prezydenckiej) utworzonej przez  Compaoré przeprowadzili zamach stanu uprowadzając  z pałacu  Kossyam prezydenta Kafando, premiera Zidę i dwóch ministrów, uzasadniając interwencję wykorzystywaniem przez władze przejściowe wojska do własnych celów, a także rzekomym nałożenie na media cenzury. Przywódca junty - gen. Gilbert Diendéré, był jednym z najwierniejszych podwładnych Compaoré. Po upadku puczu i uwolnieniu Kafando, Diendéré tłumaczył iż wojskowy przewrót był po prostu nieprzemyślaną decyzją, która została podjęta bezinteresownie w celu przeprowadzenia demokratycznych wyborów. Jednoznacznie wykluczył udział w puczu kogokolwiek z zewnątrz - w tym samego Compaoré. Wersja ta wydaje się jednak mało prawdopodobna. Po przeanalizowaniu sytuacji w jakiej znalazł się Diendéré nasuwają się dwa możliwe powody. Pierwszy z nich dotyczy udziału samego generała w zgładzeniu prezydenta Thomasa Sankary. Władze Burkina od dłuższego czasu zapowiadały osądzenie morderców rewolucjonisty, a prezydent Kafando kilka dni przed przewrotem zapowiedział rozwiązanie RSP. Niewątpliwie sytuacja ta mogła skłonić  Gilberta Diendéré do podjęcia radykalnych kroków w obawie o swoją przyszłość. Druga ewentualność stawia Diendéré tylko w roli pionka wykonującego rozkazy swojego dawnego szefa. Najprawdopodobniej oba te czynniki skłoniły dowódcę RSP do podjęcia tak irracjonalnej decyzji. Hipotezę o związku  Compaoré z zamachem stanu zdaje się potwierdzać także prawdopodobieństwo udziału w nim - zatrzymanego na lotnisku w Wagadugu - Mahamadou Djeri Maiga, jednego z przywódców Tuaregów (od dawna wiadomo bowiem że Compaoré pozostawał w bliskich stosunkach z Tuaregami z Azawadu).  Wprawdzie nie udowodniono bezpośredniego związku Malijczyka z zamachem, jednak sprawa nadal pozostaje niejasna. Zdaniem wielu obserwatorów, gdyby członkom RSP udało utrzymać się przy władzy, w niedługim czasie na fotel prezydenta powrócił by Compaoré.

 

Autorytarne zapędy Compaoré i chęci sprawowania władzy dłużej niż przewiduje to limit kadencji nie są czymś co wyróżnia go spośród innych afrykańskich polityków; w tym także obecnie panujących. Yahya Jammeh – prezydent Gambii o którym zrobiło się ostatnio głośno w związku z proklamowaniem tego kraju Republiką Islamską panuje nieprzerwanie od roku 1994. Paul Biya prezydentem Kamerunu został w 1982 roku, jednak przez poprzednie 7 lat pełnił funkcję premiera. Takich przykładów można przytoczyć bardzo dużo.

 

Kilka dni temu, ceremonią zaprzysiężenia nowego prezydenta, w Burkina Faso zakończył się okres trwającej ponad rok transformacji ustrojowej. Michel Kafando przekazał władzę nad państwem w ręce, wybranego w pierwszych w pełni wolnych wyborach prezydenckich, Rocha Kaboré. Wydarzenie to uświetniło swoją obecnością wiele głów państw regionu, jednak niewątpliwie największe zainteresowanie wzbudził Ouattara. Mimo wydania oficjalnego listu gończego za Compaoré, a także licznych próśb  - w tym tych skierowanych do prezydenta z Jamusukro przez wdowę po Sankarze – Ouattara nadal nie podjął decyzji dotyczącej ewentualnego wydania sojusznika.  Pomimo napiętej, jak wydawać by się mogło, sytuacji, spotkanie przywódców obu państw przebiegło w przyjaznej atmosferze, a Ouattara pojawił się na audiencji u samego Moro Naaby. Czy naciski ze strony władz Burkina Faso będą na tyle silne i stanowcze, aby prezydent Ouattara zdecydował się na oddanie Compaoré w ręce burkińskiego wymiaru sprawiedliwości? Czy jak w większości tego typu przypadków w historii Afryki postkolonialnej obalony dyktator będzie mógł spokojnie żyć na obczyźnie: w Wybrzeżu Kości Słoniowej, w innym kraju afrykańskim, a może we Francji? Tak przecież było z cesarzem Bokassą I, którego po obaleniu w 1983 przygarnęły władze Francji (co ciekawe Bokassa po ucieczce z Bangi też przez kilka lat przebywał na terenie Wybrzeża Kości Słoniowej). Oczywiście w żadnym wypadku nie można porównywać jednego z największych i najkrwawszych zbrodniarzy XX wieku, z byłym burkińskim prezydentem, jednak pewne analogie dotyczące ich losów po upadku nasuwają się od razu.

 

Zdaje się jednak, że afrykańscy liderzy nie wzięli sobie do serca skutków ostatnich wydarzeń w „Kraju prawych ludzi”. Denis Sassou-Nguesso, który zaprosił zresztą Compaoré (już po jego obaleniu) na jeden z meczów piłki nożnej rozgrywanych w ramach Igrzysk Afrykańskich Brazzaville 2015, już zapowiedział zmianę Konstytucji mającą umożliwić mu sprawowanie władzy przez kolejną kadencję. Podobna sytuacja miała miejsce niedawno w Burundi. Nie wiadomo jednak czy obywatele tych krajów będą mieli na tyle siły by stawić czoło swoim przywódcom i powiedzieć „dość”. W Burkina Faso oprócz zwyczajnej chęci zmiany czegoś w państwie ludzie mieli silniejszą motywację – ukarać zabójców legendy, ich mentora Thomasa Sankary. Bo jak powiedział afrykański Che Guevara : "Rewolucjonistów zawsze można zamordować, nie można jednak zabić ich idei".

 

Autor: Dorian Scheuring